Alltar

Na stole

Świeca, której nie zapalam do zdjęcia

Motyw z Unsplash, wnętrze ze świecą z banku zdjęć, nie mój pokój.
Motyw z Unsplash, wnętrze ze świecą z banku zdjęć, nie mój pokój.

Świeca stoi na środku stołu od wielu dni. Knot jest równy, wosk jasny, bez zacieków. Nie zapalam jej, kiedy ktoś prosi o zdjęcie talerza. Światło z okna wystarcza, a płomień na fotografii wygląda jak ozdoba, której nie ustawiam. Odsuwam świecę na bok, robię miejsce na chleb i mówię, że tak ma zostać.

Goście i tak patrzą na knot. Ktoś wyciąga zapałki. Chowam je z powrotem do szuflady, bez kazania, kładę obok nici i guzików. Tłumaczę krótko. Świecę palę, kiedy siedzimy po jedzeniu, nie kiedy ustawiamy kadr. Ktoś kiwa głową. Ktoś jest zawiedziony. Zostawiamy wosk w spokoju.

Jem zupę, potem ser, potem jabłko. Świeca nie bierze w tym udziału. Jej cień za to tak, bo słońce zachodzi i wosk rzuca długą, miękką smugę na obrus. Smuga wędruje, w miarę jak przesuwam talerz. Podoba mi się bardziej niż płomień. Jest cicha.

Jak zostajemy we dwoje, już po herbacie, wtedy zapalam. Zapałka śmierdzi przez jeden oddech. Knot chwyta. Wosk robi się przy nim przezroczysty. Nie robimy zdjęcia. Rozmawiamy o tym, kto pozmywa. Płomień drży, kiedy ktoś przechodzi do kuchni. Na ścianie widać nierówne kółko światła.

Gasimy ją, zanim gość wyjdzie. Dmucham raz. Knot żarzy się i gaśnie, zostawia nitkę dymu. Rano wosk ma małe jeziorko koło knota, zastygłe. Nie wygładzam go. Niech będzie widać, że świeca pracowała przy rozmowie, a nie przy obrazku. Na następne nakrycie stawiam ją z powrotem na środek, niżej niż talerze, i znowu nie sięgam po zapałki, dopóki ktoś naprawdę siedzi.

Popołudniu ktoś znowu unosi aparat nad stołem. Przesuwam świecę za dzbanek, tak żeby w kadrze został chleb i sól. Zdjęcie i tak nie jest moje. Ja zostaję z woskiem, który pachnie słabo, dopiero kiedy się go dotknie. Ten zapach wolę od płomienia ustawionego na pokaz. Stół ma być do jedzenia. Światło niech przyjdzie samo, z okna albo z rozmowy, która się przeciąga.